poniedziałek, 31 sierpnia 2020

Day 2

LEAH




Wieczór zbliżał się wielkimi krokami. Szczerze powiedziawszy nie miałam ochoty nigdzie dzisiaj wychodzić. Niedziela powinna być dniem odpoczynku. Zazwyczaj tego dnia gospodarowałam sobie niewielką liczbę zajęć, które nie wymagały zbyt dużego wysiłku. Najczęściej był to relaks z netflixem, zakropiony białym, półwytrwanym winem.

Uwielbiam wino. Czasami zastanawiałam się czy nie piję go zbyt dużo. Ale jakby nie patrzeć byłam dwudziesto-siedmioletnią singielką więc wybaczcie ale coś od życia mi się należało. 

Tego dnia miałam wyjść na spotkanie razem z Rosie, Thomas’em i jego przyjacielem. Nie widziałam w tym zbyt dużego sensu. Wątpiłam w pomysł na podwójną randkę, ponieważ byłam w dziewięćdziesięciu procentach pewna, że kumpel Thomas’a jest gejem. Skąd te wnioski? Weźmy na przykład jego uroczą fryzurę.

Raczej wątpiłam, że facet heteroseksualny tak bardzo dbałby o włosy. Niby wyglądały na świeżo zmierzwione, ale z drugiej strony układały się tak idealnie, iż przypuszczałam, że było to zaplanowane i tak naprawdę wymagało naprawdę ogromnej pracy.

Po drugie, był ubrany naprawdę elegancko, modnie i ponadczasowo. W księgarni. Raczej nie spotykałam się z tym na codzień. Oczywiście, porankami widywałam masę mężczyzn na przykład w garniturach ale zaraz po wizycie w naszym królestwie kierowali się oni do pracy. Większość z nich pracowało w biurach, więc tego typu stylizacje mnie nie dziwiły. No i zazwyczaj nosili się w dość nudnych kolorach. Szarości, czernie i granaty. Tutaj zaskoczyła mnie srebrna, połyskująca marynarka, która ponownie, wydawała się zbyt pstrokata na sympatyka kobiet (w seksualnym tego słowa znaczeniu).

Może po prostu był dobrym przyjacielem i chciał pomóc Thomas’owi. Od niedawna zauważyłam, że zerkał na Rosie częściej niż zazwyczaj i kiedy zapytałam go wprost, czy mu się podoba, potwierdził. Namawiałam go, żeby się z nią umówił ale jakoś nie było mu po drodze z tym pomysłem. Thomas był bardzo miły, pomocny, sympatyczny i miał wspaniałe poczucie humoru, ale w kwestii z kobietami bywał chyba raczej nieśmiały. 

Więc tak. Miałam zamiar zmierzyć na spotkanie, na którym nie miałam pojęcia co się wydarzy. Byłam jedynie spokojna o to, że sama nie będę ofiarą podrywu.

Niby chciałam wejść w jakiś związek bo byłam sama od sześciu lat, więc to naprawdę kawał czasu dla dorastającej kobiety, ale z drugiej, cieszyłam się z tego co mam i w zasadzie było mi dobrze w pojedynkę. Nie musiałam się do nikogo dostosowywać, miałam swoje mieszkanie i nikt mi w niczym nie przeszkadzał. Byłam tak zwaną duszą samotniczki i momentami zastanawiałam się, czy nie zostanie tak już na zawsze.

Postanowiłam iść na piechotę, na wypadek, gdybym miała pić dzisiaj jakiś alkohol. Często chodziłam do księgarni na nogach, ponieważ dzieliły mnie od niej zaledwie trzy przecznice, a dobrze wiadomo, że ruch to zdrowie i jak to mawiał Desmond Tutu „Zdrowie jest najcenniejszą zdobyczą, a zadowolenie największym bogactwem”.

Nie lubiłam się spóźniać, więc zaszłam pod księgarnie najwcześniej ze wszystkich. Po chwili dołączyła do mnie Rosie, która również była zawsze punktualna. 

-Wyglądasz mega fajnie! - powiedziałam z uznaniem, oglądając ją od stóp do głów. Miała na sobie białą koszulkę z nadrukiem na którą zarzuciła jeansową koszulę, do tego spódniczkę z motywem panterki, rajstopy z dziurkami i czarne, motocyklowe buty. Wyglądała super i taki styl ekstra do niej pasował. Ja natomiast nigdy nie stawiałam na takie szaleństwa i ubierałam się dość stonowanie, prawie, że nudnie. Oczywiście kiedyś lubiłam się ładnie ubrać. Ba! Wysokie szpilki i obcisłe sukienki nie były mi obce, ale z wiekiem stawiałam jednak na wygodę. Poza tym już nawet nie miałam gdzie się tak stroić. Smutne, aczkolwiek prawdziwe. 

-Dzięki, lubię tą spódnicę. - przyznała, po czym spojrzała na mnie, starając się nie krzywić za bardzo twarzy. - Ty też ładnie wyglądasz. 

-Tak. Widać zachwyt w twoich oczach. - prychnęłam, rozbawiona.

-Po prostu myślałam, że zaszalejesz trochę bardziej. W końcu to tak jakby randka, co nie? - bardziej stwierdziła, niż zapytała, a ja spojrzałam na nią wielkimi oczami.

-Randka? Chyba twoja.

-Jakby była moja to po co ty i jego kumpel mielibyście też na nią iść?

-No nie wiem… Może żebyśmy was wsparli przełamać pierwsze lody?

-No co ty Lee. - odezwała się do mnie używając mojego stałego pseudonimu. - Ten koleś na bank ma nadzieję, że cię przeleci.

Przeleci?

Mnie?

Chyba straciłam rachubę.

-Chyba nie jestem w jego typie. - rozbawiła mnie.

-Nie przesadzaj. Nic ci nie brakuje.

-No… Właśnie chyba brakuje… - odpowiedziałam, wskazując wzrokiem miejsce moich narządów płciowych. Rosie spojrzała na mnie, mrużąc oczy. Pokręciła głową zdezorientowana.

Ja tym razem nieco intensywniej zrobiłam ten sam gest, ale bezskutecznie.

-O co ci chodzi? - zapytała w końcu zagubiona. Westchnęłam, dotykając krocza.

-Co ty robisz? - usłyszałam nagle głos nad uchem i przysięgam, że pisnęłam tak głośno, że zapewne usłyszeli mnie sąsiedzi na drugim końcu ulicy.

-Nic. Absolutnie nic. - odchrząknęłam, spoglądając na mojego rozmówcę. Dziś nie miał na sobie srebrnej marynarki, natomiast jeśli chodzi o wzór na jego koszuli, to ewidentnie mógłby sobie przybić piątkę z Rosie. Wciąż wyglądał ładnie i szykownie ale już bardziej w stylu hetero. Teraz zastanawiałam się czy miałam rację co do jego orientacji. Patrząc na Rosie, która raczej była zaskoczona moją, cóż, delikatną sugestią, możliwe że jednak się pomyliłam. Może teraz faceci ubierali się odważnie i z blichtrem bez względu na orientację. 

-Miałem rację. Chyba jesteś trochę stuknięta. - skomentował, pokazując mi rząd białych zębów.

-Nie jestem stuknięta. - odparłam poruszona. - Zresztą nie ważne. Nawet nie wiem jak masz na imię więc dlaczego miałabym się tłumaczyć.

-No właśnie! - odezwał się tym razem Thomas. - To jest Harry. 

-Siemka! - przywitała się Rosie, nie dając mi więcej mówić. - To gdzie idziemy? 

-Chciałem iść na krąglę ale… - zaczął Thomas, ale jego kumpel, przepraszam - Harry, szybko mu przerwał.

-Ale jednak skoczymy coś przekąsić i wypić coś dobrego. 

-Szkoda. - westchnęłam. -Lubię kręgle. - uśmiechnęłam się nieco sarkastycznie do szatyna, dając mu znać, że nie jest taki pomysłowy jak mu się wydaje. Nawet nie wiem skąd u mnie ta negatywna energia względem niego.

A, przepraszam. W końcu nazwał mnie stukniętą.

Nie powiem kto ostatnio zamówił sobie amaretto, myśląc, że to alkohol który można żłopać jak tequilę. 

-Następnym razem. - uśmiechnął się do mnie i wyruszył na prowadzenie naszej czwórki. - Ruszamy?


Najpierw odwiedziliśmy The Churchward Pub. Wypiliśmy po drinku i zdecydowaliśmy się ruszyć dalej, głównie dlatego, że miejsce było pełne brodatych harlejowców w podeszłym wieku, a w głośnikach rozbrzmiewała muzyka country. Ten klimat raczej nie był do końca tym czego oczekiwał Harry, chociaż mnie nie robiło to wielkiej różnicy. Finalnie zasiedliśmy w Edinburgh Castle Pub. Było tu zdecydowanie więcej ludzi w naszym wieku, klienci zamawiali burgery oraz irlandzkie piwo, a muzyka grała na żywo. Musiałam przyznać, że to miejsce jednak podobało mi się zdecydowanie lepiej, więc w zasadzie dobrze się stało, że zmieniliśmy lokal. Tu czułam się bardziej komfortowo. 

-Więc… Jak długo pracujecie w księgarni? - zapytał w końcu Harry, gdy Thomas tylko skończył opowiadać o swoich top dziesięciu książkach. Ja osobiście słuchałam go z wielkiem entuzjazmem i zainteresowaniem, ale pozostała dwójka chyba wolała pogadać o czymś innym. 

-Ja dwa lata, a Leah… - Rosie spojrzała na mnie zaciekawiona. - Chyba straciłam rachubę.

-Pięć lat. - przyznałam krótko.

-I nie myślałam o tym, żeby zmienić branże? 

-Po co miałabym zmieniać branżę i pracować dla kogoś, skoro mam swoją własną księgarnię? - odpowiedziałam zadowolona, po chwili zerkając na Rosie. - Bez urazy.

-Jasne. - prychnęła z uśmiechem.

-Więc, to twoja księgarnia! Nie wiedziałem. - odpowiedział, po czym spojrzał na Thomas’a jakby z dziwną dumą i satysfakcją. Nie miałam pojęcia skąd ta reakcja i czy aby na pewno wszystko z nim w porządku.

-Znasz mnie dwie godziny wobec tego wiesz o mnie raczej znikomą ilość rzeczy.

-Prawda. - uśmiechnął się flirciarsko. Miał ładny uśmiech więc wiadomo, że trochę to na mnie zadziałało. - Ulubiona pora roku?

-Wiosna.

-Ulubiony kolor?

-Pomarańczowy.

-Rodzeństwo?

-Brak.

-Książka?

-Hm… - zaczęłam się zastanawiać.

-Szybki strzał.

-Mistrz i Małgorzata.

-Miesiąc urodzenia?

-Maj? - odpowiedziałam niepewnie. Przecież znam swój miesiąc urodzenia więc nie wiem skąd ta wątpliwość w głosie. Ogólnie lekko zaskoczył mnie tą serią szybkich pytań.

Rosie i Thomas patrzyli na nas z dziwnymi minami, nie odzywając się słowem.

-Chcesz pograć w lotki? - zapytał nagle mojej przyjaciółki Miller.

-Proszę… - odpowiedziała tylko i w zasadzie po pięciu sekundach już ich nie było. 

-Widzisz! Już cię trochę znam. - odezwał się Harry, spoglądając na mnie z zadowoloną miną. 

-Tak. Wszystkim zadajesz te same pytania? - podniosłam brwi.

-W zasadzie to nie. Rzadko zadaję pytania.

-Aha. To jak się porozumiewasz z… - zacisnęłam wargi, chrząkając. - Ze swoimi partnerami? - stwierdziłam, że go sprawdzę, a jak nie teraz to kiedy? Uznałam, że to dobry moment.

-Partnerami? - powtórzył po mnie, lekko zdezorientowany.

Okej. Czyli nie miałam racji.

-Partnerkami. Powiedziałam partnerkami.

-Jest wiele innych sposobów na porozumiewanie się. - skomentował i nagle wstał i usiadł obok mnie. Zgarbiłam się, kiedy ułożył się blisko mnie, kładąc rękę na oparciu sofy. Poczułam się jak sardynka w puszce, którą dodatkowo męczy klaustrofobia. 

-Powiedz mi Leah… Pozwalasz sobie czasem na jakieś jednorazowe przygody? 

Zmarszczyłam czoło, zastanawiając się dlaczego mnie o to pyta. Po chwili jednak upomniałam się w myślach i rozluźniłam mięśnie twarzy. Jak na razie chcę sobie oszczędzić botoksu. 

-Po co ci ta informacja?

-No wiesz. Tak się zastanawiałem czy jesteś grzeczną dziewczynką czy to tylko pozory… - oznajmił, bawiąc się kosmykiem moich włosów. Dziwny gość. - Jesteś grzeczną dziewczynką?

-A grzeczne dziewczynki już nie mogą sobie pozwolić na jednorazowe przygody?

Zaśmiał się dźwięcznie.

-Tak mówi biblia. To jak? - nie ustępował co zaczęło mnie lekko irytować.

-Jestem grzeczną dziewczynką. Ale wydaję mi się, że ty jesteś niegrzecznym chłopcem. - wstałam, z zamiarem opuszczenia jego osoby. - I na dodatek trochę dziwnym. I zdecydowanie zbyt bezpośrednim. - ominęłam go, zatrzymując się jednak na chwilę. - Jesteś też trochę pretensjonalny i szelmowski. I czasem irytujący.

Uśmiechnął się wdzięcznie.

-Ty za to jesteś inteligentna i bardzo oczytana. I nawet zabawna. Nie podoba mi się twój sweter ale masz fajny tyłek. 

Popatrzyłam na niego mrużąc oczy. Dzisiejszego wieczoru mrużyłam naprawdę zbyt wiele partii mojej twarzy.

-Co? Myślałem, że gramy w OPISZ SIEBIE.

-Cóż, było miło, ale chyba nie mamy ze sobą za wiele wspólnego. Ale miło, że zorganizowałeś to spotkanie. Przynajmniej dla Rosie i Thomas’a. Myślę, że już sobie poradzą bez nas.

-Mamy ze sobą więcej wspólnego niż ci się wydaje! - oznajmił, kiedy zaczęłam od niego odchodzić. - Sama zobaczysz.


***


czwartek, 27 sierpnia 2020

Day 1

HARRY



Music on


Thomas zachowywał się czasami jakby był durną pałą. Potrafił zadawać to samo pytanie kilka lub kilkanaście razy tak, jakby jedna odpowiedź mu nie starczała. Jakby przetwarzał te same odpowiedzi raz za razem tworząc z nich w kółko inną historię, co nie było dla mnie zbyt logiczne. Nie rozumiałem jego toku myślenia. Zdecydowanie za bardzo filozofował.

Kiedy po raz kolejny zapytał mnie: „Ale dlaczego musisz brać ze sobą osobę towarzyszącą? To tylko urodziny babci!”

„Bo tak!” - odpowiadałem za każdym razem i wydaję mi się, że powinno być to wystarczające. Ale ewidentnie nie dla niego.

-Sprecyzuj człowieku, SPRECYZUJ! 

Wzdychnąłem tak głęboko, że kosmyk mojej grzywki poruszył się w górę, żeby ponownie opaść w dół. Zdecydowanie potrzebuję strzyżenia. 

-To długa historia. 

-Spieszysz się gdzieś? - zapytał, dorównując mi kroku. 

Przemierzaliśmy właśnie aleje Franklina, nie mam pojęcia w jakim dokładnie celu.

-Jest sobotni wieczór więc cóż, może? 

-Jesteś starym zgredem, naucz się stabilnego życia. 

-Jeśli już o tym mowa, to właśnie dlatego muszę kogoś zabrać. A już najlepiej, gdyby była moją narzeczoną. - skwitowałem, a on spojrzał na mnie jakbym mówił w innym języku.

-O, brachu. W twoim przypadku jeszcze długa droga do narzeczeństwa. - poklepał mnie po plecach, mając w zasadzie rację. - Jeśli w ogóle kiedykolwiek do tego dojdzie. 

-Ja to wiem, ale nie mam sumienia złamać serca babci.

On spojrzał na mnie kiwając głową i czekał. Nie do końca wiem na no.

-Powiesz coś więcej czy będziesz tak zostawiał wypowiedzi bez dokończenia?

-Chodzi o to, że babcia zawsze miała co do mnie wielkie plany. Byłem jej ulubieńcem.

-Ty? - zakpił. - Zadaję sobie pytanie dlaczego, ale dobrze, mów dalej.

-Zawsze powtarzała, że jestem złotym chłopcem i będę idealnym mężem i ojcem. No i kiedy byłem nastolatkiem zawarliśmy taki pakt. 

-To będzie interesujące. 

-Miałem się hajtnąć do trzydziestki.

Thomas spojrzał na mnie tak, jakby zastanawiał się czy mówię poważnie, a po chwili wybuchnął śmiechem.

-O czym ty kurwa mówisz stary? Co ty miałeś w głowie?

-Jak widać niewiele skoro się na to zgodziłem, i dzięki tak poza tym, miałeś być wyrozumiały!

-Nie da się być wyrozumiałym w tej sytuacji. No i co teraz zrobisz?

-A wyglądam jakbym miał jakiś pomysł? - zapytałem z pretensjami.

-Nie, ale to akurat żadna nowość. Może nie jedź? 

-Tak, to naprawdę złota myśl. Ominę osiemdziesiąte urodziny babci.

-Hm, masz rację… To zbyt ładna liczba. - zastanawiał się jeszcze chwilę. - To nie wiem, odezwij się do którejś ze swoich byłych. Może Amber?

-Nie… Ma zrobione cycki. To nie przejdzie.

-Hm… Kimberly? 

-Królowa orgii? Zwariowałeś?

-Missy? 

-Ładny uśmiech ale koszmarny charakter. 

-To może Heather?

-Heather byłaby w porządku, ale nakryła mnie w łóżku z Missy, więc… 

-Brak mi słów. Co ty robisz ze swoim życiem?

-Dobre pytanie. Przynajmniej bzykam panienki, a co ty robisz ze swoim życiem jaskiniowcu? - prychnąłem, bo co jak co, ale mój przyjaciel jest ostatnią osobą, żeby mnie pouczać.

-Spełniam się w innych dziedzinach, wiesz? - odpowiedział, po czym skręcił w lewą stronę do drzwi z napisem COFFEE-BOOK SHOP. Zatrzymałem się mimowolnie.

-Żartujesz? Czego do cholery mamy szukać w księgarni w sobotni wieczór?

-Przyszedłem z zamiarem kupienia książki. - podszedł do mnie znów, patrząc dość poważnie.

-Książki? Ty w ogóle czytasz?

Westchnął, zerknął na mnie z dezaprobatą i potrząsnął głową.

-Wiesz co? Czasami zastanawiam się jakim cudem wciąż się z tobą przyjaźnie, skoro wiesz o mnie tyle co o twoim sąsiedzie Steven’ie spod siódemki.

-Hej! Steven jest w porządku, a ty dzięki mnie przynajmniej wyrywasz koleżanki lasek, które ja wyrywam.

-Tak. I często wychodzę na tym nie najlepiej.

-Nic nie poradzę, że te ładniejsza lgną akurat do mnie. - odpowiedziałem z uśmiechem.

-Taaa. Ładniejsze i głupsze. - oznajmił, po czym wszedł do pomieszczenia i gdybym nie był wystarczająco szybki, zatrzasnąłby mi drzwi przed samym nosem.

Co za frajer.

-Potrzebujesz porządnej dziewczyny, a nie królowej lafirynd. - mówił dalej, idąc obok mnie w nieznanym kierunku. - Powinna być skromna, inteligentna, miła, troskliwa, oczytana…

-Fuj. 

-Najlepiej ktoś taki jak…

-Witam, witam! - jego długą aczkolwiek nudną gadkę przerwał damski głos znad lady.

-Leah! - odezwał się mój przyjaciel, pełen entuzjazmu.

W tej chwili patrzyłem na szczupłą szatynkę, z wielkim uśmiechem na ustach, odzianą w duży sweter w kolorze gówna. Zmarszczyłem aż brwi ze zdziwienia. 

-Jak się podobała książka? - zapytała Leah, zerkając przed tym przez chwilę na mnie. Jej wzrok był tak samo zdziwiony i nieco zdystansowany jak mój. Zastanawiałem się dlaczego, skoro w porównaniu do niej byłem ubrany elegancko i schludnie. Ale coż, może właśnie dlatego.

-Świetna. - odpowiedział zadowolony. - Zaznaczyłem nawet mój ulubione cytat! - oznajmił, szukając czegoś w książce. Wcześniej nie zauważyłem, że ją trzyma. -„Bez uświadomienia sobie, kim jestem i w jakim celu istnieję, niepodobna żyć. A zgłębić tego nie mogę, stąd wniosek, że nie mogę żyć…” - zakończył, zamykając z impetem książkę.

Zabrzmiało groźnie. I nie zrozumiałem ani słowa.

O co tu kurwa chodzi?

-Też uwielbiam ten cytat!

-Chyba mam nowego ulubionego pisarza. - zagadał ją znowu, na co ta zareagowała jeszcze większym entuzjazmem.

-Tołstoj jest niesamowity! Przyniosę ci Sonatę Kreutzerowską. Koniecznie musisz przeczytać!

-Bardzo chętnie. - oznajmił i spojrzał na chwilę w innym kierunku. -Cześć Rosie. - powiedział już ciszej, podnosząc na chwilę rękę, żeby później mogła opaść bezwładnie w dół. Może mam zwidy, ale niech mnie kule biją, mój kompan się właśnie zarumienił.

Spojrzałem w kierunku Rosie, która bez słowa mu odmachała. Czarne włosy, ciemny makijaż i bluzka ze zdjęciem emo gości to pierwsze co wpadło mi w oczy na jej widok. Muszę przyznać, że wszyscy mają tu jakiś dziwny styl. 

-To co zwykle? - zapytała nagle Leah, zerkając na mojego przyjaciela.

-Tak. - pokiwał głową, przecierając ręce. Był spocony. Zdecydowanie się onieśmielił. Byłem pewny, że leci na Rosie. Ciekawe czy z wzajemnością? 

-A dla ciebie? - usłyszałem znów głos zza lady. Dziewczyna patrzyła na mnie bez większej emocji na twarzy, czekając niecierpliwie na moją odpowiedź.

-Też. - powiedziałem krótko, bo byłem zajęty układaniem w głowie pewnego planu.

-Czyli co? Nie widziałam cię tu wcześniej. 

-Nie wiem. Coś mało skomplikowanego. Z dużą czcionką i obrazkami. - odpowiedziałem wymijająco.

-Chodziło jej o kawę. - zwrócił mi uwagę Thomas.

Popatrzyłem na niego jak na idiotę.

-Nie pijam kawy o tej godzinie. Macie coś mocniejszego?

-Tak. Amaretto. - odpowiedziała LEAH, na co pokiwałem głową.

-Świetnie. 

Zdążyłem tylko zobaczyć jak chichocze, patrząc na mnie jak na idiotę, ale szczerze powiedziawszy miałem to gdzieś.

-Hej, wy dwie! - odezwałem się znów bez pytania. Obie dziewczyny spojrzały na mnie wyczekująco. - Macie jutro wolny wieczór? 

-A dlaczego pytasz? - zapytała szatynka, marszcząc brwi. Śmiesznie przy tym wyglądała. Trochę jak wkurzona wiewiórka.

-Może wyskoczylibyśmy gdzieś we czwórkę? - uśmiechnąłem się szeroko. Thomas szarpnął mnie za ramię, pytając szeptem co robię.

-W zasadzie czemu nie. - odpowiedziała pierwsza Rosie, co ukoiło moją satysfakcję. Thomas chyba też się ucieszył. Choć patrząc po jego minie, nie byłem do końca pewny czy dotarła do niego ta informacja. Czasami musiał długo przetwarzać niektóre fakty.

-No nie wiem… - odezwała się tym razem wiewiórka. - W poniedziałek znowu do pracy, a ja muszę się wyspać i… - kontynuowała swoją nudną wymówkę, więc natychmiastowo jej przerwałem.

-Robisz coś innego poza pracą? 

-Oczywiście. - wzruszyła nerwowo ramionami. - Robię mnóstwo rzeczy! - odpowiedziała dwa tony głośniej. Wyczułem irytację, więc wiadome było, że kłamała.

-W takim razie do zobaczenia jutro. O dziewiętnastej pod księgarnią. - zakończyłem monolog, odwróciłem się do nich plecami i skierowałem się w stronę stolika, czekając na swoje Amaretto. 

Po chwili dołączył do mnie Thomas.

-Co ty do cholery knujesz? 

-Sam mówiłeś, że potrzebuję porządnej dziewczyny. A ta wydaje się być oczytana i chyba mądra. Chociaż sam nie wiem czy ktokolwiek o wyższym ilorazie inteligencji ubiera na siebie takie brzydkie swetry. 

-Nie miałem na myśli akurat jej! To dobra dziewczyna. A ty ją zniszczysz!

-Przestań. Nie jestem jakimś popaprańcem.

-Popaprańcem nie, ale błyskotliwością też nie grzeszysz. Zresztą jestem pewny, że i tak jesteś na przegranej pozycji.

-Bo? - zapytałem już zirytowany i nieco zmęczony całym tym cyrkiem.

-Powiem jedno słowo. AMARETTO.



*Amaretto - likier dodawany do drinków, kawy, czekolady i deserów. Raczej rzadko spożywany w pojedynkę.


***


niedziela, 23 sierpnia 2020

Prologue

LEAH


Zawsze wiązałam swoje życie z książkami. Chciałam zostać pisarką, filozofką, recenzentką lub nawet bibliotekarką. Zamiast tego otrzymałam coś znacznie cenniejszego.

Swoją własną księgarnie. 

Odziedziczyłam ją po mojej babci, która była tak samo wielką miłośniczką książek jak ja.

Za jej czasów przybywało tu mnóstwo gości, którzy nie tylko kupowali książki, ale oddawali swoje stare wymieniając je na inne. Tym właśnie oto sposobem książka nigdy nie przestawała tracić na swojej wartości. 

Dziś wygląda to nieco inaczej. 

Powiedzmy sobie szczerze, Oakland to miasto umysłowych debili. Dodatkowo stale zabieganych, nie mających czasu na chwile relaksu i wyciszenia.

Musiałam więc zrobić coś, żeby księgarnia mojej babci przetrwała te trudne i nieco prymitywne czasy, dlatego wpadłam na pomysł połączenia czytania książek z piciem kawy, czego efektem powstała księgarnio-kawiarnio-biblioteka.

Księgarnio - ponieważ rzadko kiedy kupuje się tu książki.

Kawiarnio - ponieważ najczęściej pija się tu kawę.

Biblioteka - ponieważ rzeczywiście zdarzy się, iż jakiś zabiegany osiłek bądź osiłka zasiada do stolika ze swoim celem (filiżanką kawy) i nie mając w zasadzie nic ciekawego do roboty, bierze ze sobą książkę starając się sobie umilić ten znikomy czas. 

Pomimo, iż nie wzbogacam się na sprzedaży książek i zdecydowanie więcej zysków przynosi mi sprzedawanie kawy, to jednak w głębi duszy wiem, że pomysł biblioteki był naprawdę dobrym pomysłem.

Często zauważam, że klienci wracają, biorąc w dłoń tę samą książkę, którą czytali dnia poprzedniego, po poprzedniego lub po po poprzedniego. To znaczy, że chcąc nie chcąc wkręcili się w historię, którą sami sobie wybrali.

A to sprawia mi największą radość.

Z prowadzeniem tego jakby to ująć biznesu, pomaga mi moja przyjaciółka Rosie. Bardziej z niej miłośniczka rock’a i starych winylowych płyt, niż entuzjastka książek, ale jak to powiedział kiedyś Theodore Roosevelt - „Rób, co możesz, w miejscu, jakim jesteś i z tym, co masz”. 

I cóż, dzień 4 lipca był typowym sobotnim porankiem, jakich wiele w miesiącu. Poranny ruch wdawał się we znaki, a młodzi jak i starzy smakosze kawy wpadali na chwilę po odbiór swoich małych marzeń, pozbawiając nas tym samym jakichkolwiek szans na chwile przerwy. 

Ruch finalnie zmniejszył się pod wieczór czego efektem było natychmiastowe odsapnięcie po całym tygodniu pracy. 

I w zasadzie ten dzień nie różniłby się niczym innym od pozostałych, gdyby nie to, że 4 lipca był też pierwszym dniem, kiedy w moim życiu pojawił się ON.



CAST

 ***

 I can promise you one thing and one thing only, that my heart will never give up on yours.

I will always search for your soul first, before I lay my eyes on your nakedness.

Only a fool would throw away a love like yours.

You deserve someone who thinks that you are too important to lose.


You deserve someone that reminds you that you are not hard to love.


Treat her like you're still trying to win her, and that's how you'll never lose her.


Like the ocean finds the shore, I will always find you.


The only thing more incredible that your smile, is when you smile at me.


You’re still important to me. You always will.


It’s not about having the perfect relationship. It’s about finding someone who matches you and will go through everything without giving up.


Sometimes you cannot explain what you see in a person. It’s just the way they take you to a place where no one else can.


I probably won’t be everything you want me to be but I promise you I will love you forever.


It’s normal to miss someone when you’re alone and lonely.


Take care of your heart. It’s still yours. Even when someone leaves it.


When a kind heart meets a beautiful soul, the deepest scars and wounds heal.




***