LEAH
Wieczór zbliżał się wielkimi krokami. Szczerze powiedziawszy nie miałam ochoty nigdzie dzisiaj wychodzić. Niedziela powinna być dniem odpoczynku. Zazwyczaj tego dnia gospodarowałam sobie niewielką liczbę zajęć, które nie wymagały zbyt dużego wysiłku. Najczęściej był to relaks z netflixem, zakropiony białym, półwytrwanym winem.
Uwielbiam wino. Czasami zastanawiałam się czy nie piję go zbyt dużo. Ale jakby nie patrzeć byłam dwudziesto-siedmioletnią singielką więc wybaczcie ale coś od życia mi się należało.
Tego dnia miałam wyjść na spotkanie razem z Rosie, Thomas’em i jego przyjacielem. Nie widziałam w tym zbyt dużego sensu. Wątpiłam w pomysł na podwójną randkę, ponieważ byłam w dziewięćdziesięciu procentach pewna, że kumpel Thomas’a jest gejem. Skąd te wnioski? Weźmy na przykład jego uroczą fryzurę.
Raczej wątpiłam, że facet heteroseksualny tak bardzo dbałby o włosy. Niby wyglądały na świeżo zmierzwione, ale z drugiej strony układały się tak idealnie, iż przypuszczałam, że było to zaplanowane i tak naprawdę wymagało naprawdę ogromnej pracy.
Po drugie, był ubrany naprawdę elegancko, modnie i ponadczasowo. W księgarni. Raczej nie spotykałam się z tym na codzień. Oczywiście, porankami widywałam masę mężczyzn na przykład w garniturach ale zaraz po wizycie w naszym królestwie kierowali się oni do pracy. Większość z nich pracowało w biurach, więc tego typu stylizacje mnie nie dziwiły. No i zazwyczaj nosili się w dość nudnych kolorach. Szarości, czernie i granaty. Tutaj zaskoczyła mnie srebrna, połyskująca marynarka, która ponownie, wydawała się zbyt pstrokata na sympatyka kobiet (w seksualnym tego słowa znaczeniu).
Może po prostu był dobrym przyjacielem i chciał pomóc Thomas’owi. Od niedawna zauważyłam, że zerkał na Rosie częściej niż zazwyczaj i kiedy zapytałam go wprost, czy mu się podoba, potwierdził. Namawiałam go, żeby się z nią umówił ale jakoś nie było mu po drodze z tym pomysłem. Thomas był bardzo miły, pomocny, sympatyczny i miał wspaniałe poczucie humoru, ale w kwestii z kobietami bywał chyba raczej nieśmiały.
Więc tak. Miałam zamiar zmierzyć na spotkanie, na którym nie miałam pojęcia co się wydarzy. Byłam jedynie spokojna o to, że sama nie będę ofiarą podrywu.
Niby chciałam wejść w jakiś związek bo byłam sama od sześciu lat, więc to naprawdę kawał czasu dla dorastającej kobiety, ale z drugiej, cieszyłam się z tego co mam i w zasadzie było mi dobrze w pojedynkę. Nie musiałam się do nikogo dostosowywać, miałam swoje mieszkanie i nikt mi w niczym nie przeszkadzał. Byłam tak zwaną duszą samotniczki i momentami zastanawiałam się, czy nie zostanie tak już na zawsze.
Postanowiłam iść na piechotę, na wypadek, gdybym miała pić dzisiaj jakiś alkohol. Często chodziłam do księgarni na nogach, ponieważ dzieliły mnie od niej zaledwie trzy przecznice, a dobrze wiadomo, że ruch to zdrowie i jak to mawiał Desmond Tutu „Zdrowie jest najcenniejszą zdobyczą, a zadowolenie największym bogactwem”.
Nie lubiłam się spóźniać, więc zaszłam pod księgarnie najwcześniej ze wszystkich. Po chwili dołączyła do mnie Rosie, która również była zawsze punktualna.
-Wyglądasz mega fajnie! - powiedziałam z uznaniem, oglądając ją od stóp do głów. Miała na sobie białą koszulkę z nadrukiem na którą zarzuciła jeansową koszulę, do tego spódniczkę z motywem panterki, rajstopy z dziurkami i czarne, motocyklowe buty. Wyglądała super i taki styl ekstra do niej pasował. Ja natomiast nigdy nie stawiałam na takie szaleństwa i ubierałam się dość stonowanie, prawie, że nudnie. Oczywiście kiedyś lubiłam się ładnie ubrać. Ba! Wysokie szpilki i obcisłe sukienki nie były mi obce, ale z wiekiem stawiałam jednak na wygodę. Poza tym już nawet nie miałam gdzie się tak stroić. Smutne, aczkolwiek prawdziwe.
-Dzięki, lubię tą spódnicę. - przyznała, po czym spojrzała na mnie, starając się nie krzywić za bardzo twarzy. - Ty też ładnie wyglądasz.
-Tak. Widać zachwyt w twoich oczach. - prychnęłam, rozbawiona.
-Po prostu myślałam, że zaszalejesz trochę bardziej. W końcu to tak jakby randka, co nie? - bardziej stwierdziła, niż zapytała, a ja spojrzałam na nią wielkimi oczami.
-Randka? Chyba twoja.
-Jakby była moja to po co ty i jego kumpel mielibyście też na nią iść?
-No nie wiem… Może żebyśmy was wsparli przełamać pierwsze lody?
-No co ty Lee. - odezwała się do mnie używając mojego stałego pseudonimu. - Ten koleś na bank ma nadzieję, że cię przeleci.
Przeleci?
Mnie?
Chyba straciłam rachubę.
-Chyba nie jestem w jego typie. - rozbawiła mnie.
-Nie przesadzaj. Nic ci nie brakuje.
-No… Właśnie chyba brakuje… - odpowiedziałam, wskazując wzrokiem miejsce moich narządów płciowych. Rosie spojrzała na mnie, mrużąc oczy. Pokręciła głową zdezorientowana.
Ja tym razem nieco intensywniej zrobiłam ten sam gest, ale bezskutecznie.
-O co ci chodzi? - zapytała w końcu zagubiona. Westchnęłam, dotykając krocza.
-Co ty robisz? - usłyszałam nagle głos nad uchem i przysięgam, że pisnęłam tak głośno, że zapewne usłyszeli mnie sąsiedzi na drugim końcu ulicy.
-Nic. Absolutnie nic. - odchrząknęłam, spoglądając na mojego rozmówcę. Dziś nie miał na sobie srebrnej marynarki, natomiast jeśli chodzi o wzór na jego koszuli, to ewidentnie mógłby sobie przybić piątkę z Rosie. Wciąż wyglądał ładnie i szykownie ale już bardziej w stylu hetero. Teraz zastanawiałam się czy miałam rację co do jego orientacji. Patrząc na Rosie, która raczej była zaskoczona moją, cóż, delikatną sugestią, możliwe że jednak się pomyliłam. Może teraz faceci ubierali się odważnie i z blichtrem bez względu na orientację.
-Miałem rację. Chyba jesteś trochę stuknięta. - skomentował, pokazując mi rząd białych zębów.
-Nie jestem stuknięta. - odparłam poruszona. - Zresztą nie ważne. Nawet nie wiem jak masz na imię więc dlaczego miałabym się tłumaczyć.
-No właśnie! - odezwał się tym razem Thomas. - To jest Harry.
-Siemka! - przywitała się Rosie, nie dając mi więcej mówić. - To gdzie idziemy?
-Chciałem iść na krąglę ale… - zaczął Thomas, ale jego kumpel, przepraszam - Harry, szybko mu przerwał.
-Ale jednak skoczymy coś przekąsić i wypić coś dobrego.
-Szkoda. - westchnęłam. -Lubię kręgle. - uśmiechnęłam się nieco sarkastycznie do szatyna, dając mu znać, że nie jest taki pomysłowy jak mu się wydaje. Nawet nie wiem skąd u mnie ta negatywna energia względem niego.
A, przepraszam. W końcu nazwał mnie stukniętą.
Nie powiem kto ostatnio zamówił sobie amaretto, myśląc, że to alkohol który można żłopać jak tequilę.
-Następnym razem. - uśmiechnął się do mnie i wyruszył na prowadzenie naszej czwórki. - Ruszamy?
Najpierw odwiedziliśmy The Churchward Pub. Wypiliśmy po drinku i zdecydowaliśmy się ruszyć dalej, głównie dlatego, że miejsce było pełne brodatych harlejowców w podeszłym wieku, a w głośnikach rozbrzmiewała muzyka country. Ten klimat raczej nie był do końca tym czego oczekiwał Harry, chociaż mnie nie robiło to wielkiej różnicy. Finalnie zasiedliśmy w Edinburgh Castle Pub. Było tu zdecydowanie więcej ludzi w naszym wieku, klienci zamawiali burgery oraz irlandzkie piwo, a muzyka grała na żywo. Musiałam przyznać, że to miejsce jednak podobało mi się zdecydowanie lepiej, więc w zasadzie dobrze się stało, że zmieniliśmy lokal. Tu czułam się bardziej komfortowo.
-Więc… Jak długo pracujecie w księgarni? - zapytał w końcu Harry, gdy Thomas tylko skończył opowiadać o swoich top dziesięciu książkach. Ja osobiście słuchałam go z wielkiem entuzjazmem i zainteresowaniem, ale pozostała dwójka chyba wolała pogadać o czymś innym.
-Ja dwa lata, a Leah… - Rosie spojrzała na mnie zaciekawiona. - Chyba straciłam rachubę.
-Pięć lat. - przyznałam krótko.
-I nie myślałam o tym, żeby zmienić branże?
-Po co miałabym zmieniać branżę i pracować dla kogoś, skoro mam swoją własną księgarnię? - odpowiedziałam zadowolona, po chwili zerkając na Rosie. - Bez urazy.
-Jasne. - prychnęła z uśmiechem.
-Więc, to twoja księgarnia! Nie wiedziałem. - odpowiedział, po czym spojrzał na Thomas’a jakby z dziwną dumą i satysfakcją. Nie miałam pojęcia skąd ta reakcja i czy aby na pewno wszystko z nim w porządku.
-Znasz mnie dwie godziny wobec tego wiesz o mnie raczej znikomą ilość rzeczy.
-Prawda. - uśmiechnął się flirciarsko. Miał ładny uśmiech więc wiadomo, że trochę to na mnie zadziałało. - Ulubiona pora roku?
-Wiosna.
-Ulubiony kolor?
-Pomarańczowy.
-Rodzeństwo?
-Brak.
-Książka?
-Hm… - zaczęłam się zastanawiać.
-Szybki strzał.
-Mistrz i Małgorzata.
-Miesiąc urodzenia?
-Maj? - odpowiedziałam niepewnie. Przecież znam swój miesiąc urodzenia więc nie wiem skąd ta wątpliwość w głosie. Ogólnie lekko zaskoczył mnie tą serią szybkich pytań.
Rosie i Thomas patrzyli na nas z dziwnymi minami, nie odzywając się słowem.
-Chcesz pograć w lotki? - zapytał nagle mojej przyjaciółki Miller.
-Proszę… - odpowiedziała tylko i w zasadzie po pięciu sekundach już ich nie było.
-Widzisz! Już cię trochę znam. - odezwał się Harry, spoglądając na mnie z zadowoloną miną.
-Tak. Wszystkim zadajesz te same pytania? - podniosłam brwi.
-W zasadzie to nie. Rzadko zadaję pytania.
-Aha. To jak się porozumiewasz z… - zacisnęłam wargi, chrząkając. - Ze swoimi partnerami? - stwierdziłam, że go sprawdzę, a jak nie teraz to kiedy? Uznałam, że to dobry moment.
-Partnerami? - powtórzył po mnie, lekko zdezorientowany.
Okej. Czyli nie miałam racji.
-Partnerkami. Powiedziałam partnerkami.
-Jest wiele innych sposobów na porozumiewanie się. - skomentował i nagle wstał i usiadł obok mnie. Zgarbiłam się, kiedy ułożył się blisko mnie, kładąc rękę na oparciu sofy. Poczułam się jak sardynka w puszce, którą dodatkowo męczy klaustrofobia.
-Powiedz mi Leah… Pozwalasz sobie czasem na jakieś jednorazowe przygody?
Zmarszczyłam czoło, zastanawiając się dlaczego mnie o to pyta. Po chwili jednak upomniałam się w myślach i rozluźniłam mięśnie twarzy. Jak na razie chcę sobie oszczędzić botoksu.
-Po co ci ta informacja?
-No wiesz. Tak się zastanawiałem czy jesteś grzeczną dziewczynką czy to tylko pozory… - oznajmił, bawiąc się kosmykiem moich włosów. Dziwny gość. - Jesteś grzeczną dziewczynką?
-A grzeczne dziewczynki już nie mogą sobie pozwolić na jednorazowe przygody?
Zaśmiał się dźwięcznie.
-Tak mówi biblia. To jak? - nie ustępował co zaczęło mnie lekko irytować.
-Jestem grzeczną dziewczynką. Ale wydaję mi się, że ty jesteś niegrzecznym chłopcem. - wstałam, z zamiarem opuszczenia jego osoby. - I na dodatek trochę dziwnym. I zdecydowanie zbyt bezpośrednim. - ominęłam go, zatrzymując się jednak na chwilę. - Jesteś też trochę pretensjonalny i szelmowski. I czasem irytujący.
Uśmiechnął się wdzięcznie.
-Ty za to jesteś inteligentna i bardzo oczytana. I nawet zabawna. Nie podoba mi się twój sweter ale masz fajny tyłek.
Popatrzyłam na niego mrużąc oczy. Dzisiejszego wieczoru mrużyłam naprawdę zbyt wiele partii mojej twarzy.
-Co? Myślałem, że gramy w OPISZ SIEBIE.
-Cóż, było miło, ale chyba nie mamy ze sobą za wiele wspólnego. Ale miło, że zorganizowałeś to spotkanie. Przynajmniej dla Rosie i Thomas’a. Myślę, że już sobie poradzą bez nas.
-Mamy ze sobą więcej wspólnego niż ci się wydaje! - oznajmił, kiedy zaczęłam od niego odchodzić. - Sama zobaczysz.
***
















