HARRY
Poprzedni wieczór nie do końca poszedł po mojej myśli. W zasadzie od początku wiedziałem, że Leah nie będzie łatwym celem i szczerze wątpiłem, że zdecyduje się ze mną ot tak jechać do mojej rodziny. Ludzi, których kompletnie nie znała. Czemu się zresztą dziwić? Ja też byłem jej obcy.
Miałem mieszane uczucia. W poniedziałkowe południe usiadłem na tarasie z telefonem w ręce. Postawiłem piwo na stoliku i z dużymi oczekiwaniami a małymi chęciami, zaczęłam przeczesywać swój telefon, a głównie jego kontakty i instagram’owe konto. To było wręcz niemożliwe, żebym nie znalazł ładnej i chętnej kandydatki. Gorzej ze znalezieniem ładnej, chętnej i mądrej kandydatki. Nie musiała być molem książkowym albo kończyć studiów z wyróżnieniem. Wystarczało, żeby w miarę wpasowała się w gust babci. Wiem, że to strasznie głupie i wychodzę na ciepłą kluchę, ale nie potrafiłem jej zawieść. Zresztą obiecałem.
A ja nigdy nie łamałem obietnic.
Miałem dobry start, ponieważ we wczorajszej rozmowie z Thoma’sem odrzuciłem już kilka moich typów i byłych dziewczyn. Krąg się powoli zawężał więc postanowiłem być dobrej myśli i nie wiedzieć czemu przykleić na twarz szeroki uśmiech.
Jako pierwszą wziąłem na tapetę Charlotte Gwen.
Była uroczą szatynką o niebanalnej urodzie i dużych piersiach. Spodobała mi się od pierwszego momentu, w którym ją zobaczyłem. Nasz seks również był bardzo udany i do dzisiaj zastanawiam się co się takiego wydarzyło, że przestaliśmy się do siebie odzywać. Gwen była na codzień dość spokojna i pomocna. Była nawet wolontariuszką w schronisku z psami i kotami co muszę przyznać, mocno mnie urzekało. Nocami zamieniała się w jedną z tych dzikich kocic, co urzekało mnie chyba jeszcze bardziej.
Nie czekając zbyt długo, wysłałem wiadomość.
„Witaj Gwen. Masz ochotę na spotkanie?”
Wziąłem łyk piwa i czekałem na informację zwrotną, która nastąpiła po jakiś dwunastu minutach.
„Żartujesz sobie kurwa?!!!!!!!!!!!!”
Jedyne co wpadło mi w oczy to wykrzykniki. Masa wykrzykników.
„W zasadzie nie. Zrobiłem coś nie tak?”
Chwilę się wahałem ale wpisałem na koniec uśmiechniętą buźkę. Nigdy nie dodawałem do treści żadnych emotikonek, ponieważ wydawało mi się to dziecinne i zupełnie niepotrzebne ale pomyślałem, że jeśli tym razem zmienię strategię, może jakimś cudem ją udobrucham.
„Najpierw sypiasz ze mną, a później z moją przyjaciółką, a teraz wyskakujesz z takim pytaniem? Pierdol się!”.
Patrzyłem zszokowany na ekran telefonu dłuższą chwilę. Zajrzałem do galerii Gwen szukając jakiegoś znaku i po chwili go znalazłem.
Medison.
To właśnie przyjaciółka Gwen, z którą poszedłem do łóżka.
Na swoją obronę posiadałem tylko tyle, iż w tamtym momencie nie miałem zielonego pojęcia, że łączy ich jakakolwiek więź, a co dopiero przyjaźń.
„A ten uśmiech wsadź sobie w dupę!”
Dopisała jeszcze, po czym uznałem, że dodawanie buziek to ewidentnie nie moja profesja.
Szukałem jeszcze przez dłuższy czas. Kilka z nich lecz naprawdę mało pasowało do schematu ale albo miały chłopaków, albo nie chciały mnie znać, albo wypisywały niemoralne propozycje, które może nie nadawały się na spotkanie u babci, ale uznałem, że napewno wezmę je pod uwagę kiedy tylko wrócę z podróży.
Wszedłem na profil Suzanne Montgomery.
Piękna długonoga blondynka o oceanicznej barwie oczu. Wysoka, bardzo szczupła, niemalże modelowa, ale lubiłem taki typ dziewczyn więc idealnie wpasowywała się w mój gust. Jakiś miesiąc temu zdarzyło mi się wymienić z nią kilkoma wiadomościami. Parę razy nawet mieliśmy się spotkać, ale dziwnym trafem zawsze wypadała jej jakaś sesja zdjęciowa.
Postanowiłem zaryzykować i napisałem do niej wiadomość.
„Skoczysz ze mną na drinka?”
Po prostu.
Minęło kilka sekund, zanim otrzymałem odpowiedź.
„W zasadzie czemu nie! :P Będziesz miał coś przeciwko jeśli wezmę ze sobą przyjaciółkę? :)”
Za dużo emotikonek. Zdecydowanie.
Randkowy trójkąt? Również brzmiało dziecinnie, ale w zasadzie nie mogłem narzekać. Jeśli Suzanne okaże się strzałem w kolano, to może chociaż jej towarzyszka będzie bardziej interesująca.
Zwarty i gotowy na to starcie, miałem szczerą nadzieję, że tym razem mi się powiedzie.
Umówiliśmy się w Club 1220, jednym z tych fajniejszych i prestiżowych klubów w centrum Oakland. Bywałem tam częstym gościem i świetnie znałem ochroniarzy, więc można by powiedzieć, że ten wybór był strzałem w dziesiątkę. Przyszedłem trochę wcześniej więc usiadłem przy barze i zamówiłem szklankę z jagermeister’em i redbull’em. Nie śpieszyłem się zanadto, ponieważ chciałem mieć trzeźwy umysł. Musiałem zadać Suzanne kilka ważnych pytań i zobaczyć czy nadaje się, żeby jechać ze mną do mojej rodziny. Nazywajcie mnie psycholem jeśli chcecie. Dobrze wiem, ze to posrane.
-Harry! - usłyszałem damski głos, więc mimowolnie obróciłem się w jego stronę. Proste blond włosy, szeroki uśmiech i zadbana cera zwróciły moją uwagę. Suzanne może nie była na żywo aż taką petardą jak na zdjęciach, ale wciąż była całkiem ładna. Nie mogłem powiedzieć, że mocno się zawiodłem.
-Suzanne. - odwzajemniłem jej uśmiech. Pocałowała mnie w policzek i obróciła się w kierunku swojej towarzyszki.
-To jest Noami. Mam nadzieję, że przypadniecie sobie do gustu.
Przywitałem się z mulatką, nie zważając zbytnio na słowa Suzanne. Jej przyjaciółka miała łagodniejszą twarz, trochę dziecinną ale wciąż bardzo urzekającą. Była zupełnie inna niż Suzanne, ale nie mogę powiedzieć, że nie wpadła mi w oko. Obie były kobietami, obok których nie przechodzi się obojętnie więc uznałem, że czeka mnie bardzo przyjemny wieczór.
I taki był.
Do pewnego momentu.
Na początku było dość luźnie, a rozmowa należała raczej do oczywistych. Z każdym momentem piliśmy coraz więcej i coraz bardziej się otwieraliśmy. Kiedy miałem zacząć serię swoich poważnych pytań i moralnych propozycji, Suzanne zaskoczyła mnie pewnym twierdzeniem.
-Muszę ci coś wyznać. A raczej musimy… - spojrzała z uśmiechem na Noami. - Tak naprawdę, jesteśmy razem.
-Widzę. Siedzicie przede mną. - odpowiedziałem, bo wydawało mi się to oczywiste.
-Nie w tym sensie. - zaśmiała się dźwięcznie. - Noami i ja jesteśmy parą.
Nie powiem żebym w tamtym momencie miał zbyt wiele do powiedzenia. W zasadzie siedziałem zszokowany, zapewne z otwartą na rozcież gębą będąc jednocześnie zachwycony i zawiedziony.
-To dlatego nie chciałam się z tobą spotkać. To znaczy chciałam ale wiedziałam, że Noami na to nie pozwoli. Ale w końcu znalazłyśmy wspólny kompromis i zdecydowałyśmy się trochę poeksperymentować.
-Rozumiem… - odpowiedziałem szybko, będąc gotowy wyjść w każdym momencie razem z nimi przy boku.
-Co ty na to? - zapytała mnie mulatka, czekając na moją odpowiedź.
Uśmiechnąłem się pewny siebie, mając już w głowie plan dzisiejszego wieczoru.
-Pójdę uregulować rachunek.
I choć ta noc niekoniecznie poszła zgodnie z moimi wcześniejszymi oczekiwaniami, to skłamałbym, gdybym powiedział, że nie była lepsza od tego czego oczekiwałem. Szampan, gorący całonocny seks i dziesiątki pozycji erotycznych wykończyły mnie do reszty i choć te dwie piękności mogły wydawać się wystarczające, to z tyłu głowy wciąż miałem obraz Leah i przekonanie, że będę musiał wrócić do planu wyjściowego szybciej niż się spodziewałem.
***

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz