niedziela, 27 września 2020

Day 4

LEAH


Music on





Wtorek. Dzień jak codzień. Od samego rana po sam wieczór to samo. Niby lubiłam swoją pracę, ale zazdrościłam osobom, które znajdowały sobie nieco bardziej twórcze zajęcia. Takim, dla których każdy dzień był innym, nowym wyzwaniem, bo działo się coś zupełnie innego niż dnia poprzedniego. 

A tutaj? Moją jedyną rozrywką jest zgadywanka na temat tego, jaką książkę wybierze dla siebie klient. Czy jest to pasjonat kryminałów, romansów czy fikcji? Można powiedzieć, że w dziewięćdziesięciu procentach zawsze miałam rację co do swoich przeczuć, ale bywało również tak, że poddawałam się niemałemu zaskoczeniu. Zaskoczeniu takiemu jak to.

-Przyszedłem kupić książkę. - Harry stanął przede mną z szerokim uśmiechem, ubrany normalnie, o dziwo odpowiednio do pory jak i dnia. - Hej Rosie! - dodał jeszcze po chwili, na co ta kiwnęła w jego stronę głową.

-Nie ma sprawy. - odpowiedziałam sympatycznie na tyle ile byłam w stanie. - Jaką książkę? 

-Zdam się na twój gust. Wybierz dla mnie coś odpowiedniego. Coś co wywali mnie z butów. Może przekonasz mnie do częstszego czytania i kto wie, zostanę miłośnikiem książek? 

Spojrzałam na niego nieco podejrzliwie, będąc pewna, że nawet jeśli zaproponowałabym mu Kamasutrę , to raczej wątpliwie, że zostałby pasjonatem książek. Znam ten typ i jestem pewna, że nie przyszedł po książkę lecz po coś zupełnie innego. Ale dobrze więc. Chciał książkę, to dostanie książkę.

-Proszę za mną. - odpowiedziałam i powędrowałam w stronę regałów z książkami. Skierowałam się do działu dziecięcego, ale on zdawał się tego nie zauważyć bo wciąż miał na ustach niczego nieświadomy szeroki uśmiech.

-Więc jak mija dzień w pracy? - zapytał, podejrzewam, że chcąc zacząć jakiś przyjemny temat. 

-W porządku. - odpowiedziałam krótko, szukając odpowiedniej dla niego książki.

-Bardzo ładna sukienka, do twarzy ci. - skomplementował, chociaż wątpię, iż było to szczere z jego strony. Mój dzisiejszy outfit nie wyróżniał się w tłumie zupełnie niczym. Jedyne o czym myślałam wybierając go, to żeby było mi wygodnie. Jak zawsze zresztą.

-Dzięki? 

Kiedy zerknęłam na niego przez sekundę, zauważyłam, że bacznie mnie obserwuje z tym swoim świdrującym uśmieszkiem.

-Nie chcesz ze mną gadać? - zapytał, jakby i tak znał już odpowiedź. 

-Jesteś moim klientem, więc nawet jakbym nie chciała to i tak nie mam wyjścia.

-To prawda. Jestem cwany.

-Yhym, bardzo. - prychnęłam. - A po co tak naprawdę przyszedłeś? Bo chyba oboje wiemy, że zakup książki nie jest twoim głównym, ani w zasadzie jakimkolwiek celem.

-W zasadzie jest to jakiś tam cel, ale dobrze. Przyszedłem po coś zupełnie innego. - wetchnął i stanął prosto, jakby miał zaraz wygłaszać jakiś wykład. - Powiem krótko. Uratuj mnie.

Zmarszczyłam czoło i zastanowiłam się czy aby na pewno jest trzeźwy. Kto wie? Może wypił gdzieś po drodze kilka kieliszków amaretto, zupełnie nieświadomy tego co może porobić z jego głową. 

-Na to chyba za późno, ale miło, że szukasz pomocy sam z siebie. To znaczy, że widzisz, że masz problem. - pogładziłam go po ramieniu. - To zawsze jakiś krok w przód. 

-Nie mam problemu, a ty nie słyszałaś jeszcze mojej propozycji.

-Myślę, że słowa URATUJ MNIE są dla mnie wystarczające, żeby nie brać tego ani na poważnie ani w ogóle. 

-Słuchaj, przyszedłem tu dzisiaj i widzę, że nie cieszysz się życiem. Masz ile lat? Z dwadzieścia pięć?

-Siedem… - odpowiedziałam naburmuszona, choć nie wiem po co to prostowałam. Dwudziesty siódmy rok życia to nie powód do dumy. 

-Dwadzieścia siedem. Pracujesz w księgarni, w której robisz kawę. Od rana do wieczora, zapewne sześć dni w tygodniu. Nie masz albo nie chcesz mieć czasu na zabawę i poznawanie nowych ludzi. Masz brzydką sukienkę, która postarza się o dziesięć lat i tak naprawdę powiedziałem, że jest ładna tylko dlatego, żeby zrobić ci przyjemność. 

-Mówił ci już ktoś, że chyba masz problem ze szczerością? 

-Nie. Przecież mówię jak jest. - odpowiedział, jakby to była oczywistość. - Chciałem dodać, że na pewno stać cię na więcej.

Prychnęłam po raz kolejny.

-Harry, Harry, Harry… Znasz mnie ile? Pięć minut? I oceniasz mnie na podstawie tego jak się ubieram i jaką ma pracę? 

-W którym momencie oceniłem cię na tej podstawie? Powiedziałem tylko, że mam wrażenie, że jakbyś dała sobie chwilę wytchnienia i ubrała coś fajnego to od razu poczułabyś się lepiej. 

-Ale skąd ty w ogóle możesz wiedzieć jak się czuję? Odbiło ci czy jak?

-Wiem to, bo ani razu nie widziałem uśmiechu na twojej twarzy.

-Może po prostu nie mam ochoty się do ciebie uśmiechać? - zapytałam naburmuszona.

-Myślę, że jakbyś chciała to chętnie byś się do mnie uśmiechnęła.

-Boże, jesteś strasznie wkurzający! Nie lubię cię jeszcze bardziej.

-Widzisz! Oceniłaś mnie negatywnie od samego początku i wykreowałaś sobie w głowie jakąś postać mnie, która zapewne nawet nie jest zbliżona do tej realnej. Ty po prostu chcesz mnie nie lubić, ale dlaczego? - powiedział, po czym nastała chwila przerwy jakby się nad czymś zastanawiał. - Dlatego, że ci się podobam?

Wywróciłam oczami.

-Jeśli ktoś mi się podoba to raczej chcę tą osobę poznać. A ciebie nie chce.

-I widzisz! Nawet nie dajesz mi szansy. Nawet nie chcesz tego wytłumaczyć. Ja byłem z tobą szczery.

-Chcesz, żebym była z tobą szczera? Okej. Uważam, że jesteś rozkapryszonym gościem, który patrzy tylko na jedno i w zasadzie nie interesuje cię żadna inna poważniejsza relacja oprócz dymania. Częstujesz mnie jakimiś bzdetami po to żeby mnie zmienić, choć ja tego nie chcę. Nie mam zamiaru się zmieniać dla osoby, która byłaby nawet potencjalnym kandydatem na mojego wybranka, a co dopiero dla człowieka, z którym nic mnie nie łączy i nie będzie łączyć. 

-Czyli chodzi o zmiany. Dobrze, mów dalej.

-Nie będę już nic mówić bo skończyłam tą rozmowę. - powiedziałam, chcąc się dalej zagłębić w poszukiwanie książki dla tego barana. 

-I wiesz co? - oderwałam się jednak i znów zaczęłam monolog. Stwierdziłam, że lepiej będzie gdy zostawię swój gniew tutaj a nie przy ladzie. - Patrząc na twoje życie uczuciowe to zastanawiam się gdzie twoja dziewczyna? Ponoć wszystkie były takie piękne, seksowne, zadowolone z życia i świetnie ubrane. Więc powiedz, gdzie jest ta gwiazda? 

Znów mnie obserwował i znów widziałam ten szyderczy uśmieszek.

-Hmm, widzę, że Thomas się nieco rozgadał na temat moich dziewczyn i poczynań. Pytałaś go o to?

-Dlaczego miałabym go o to pytać?

-Bo ci się podobam! Przecież to oczywiste.

W tym momencie miałam w głowie jedną myśl.

„To smutne, że głupcy są tacy pewni siebie, a ludzie rozsądni tacy pełni wątpliwości”. Bertrand Russel. Amen.

-Może na pierwszy rzut oka. Ale jestem dużą dziewczynką i wiem, że wygląd nie idzie w parze z charakterem, a z ładnego garnka się nie najem jeśli jest pusty w środku. 

-To prawda. Ładna myśl. Podoba mi się. 

-Proszę. - powiedziałam w końcu, znajdując moją zdobycz. - Książka dla ciebie.

-Kubuś Puchatek? - zerknął na tytuł nieco zdziwiony i zdezorientowany.

-Dokładnie. Nauczy cię troszkę pokory i innego spojrzenia na świat. Tylko postaraj się ją przeczytać do pięćdziesiątki. Inaczej może być z tobą nie najlepiej. 

Chciał jeszcze coś powiedzieć, ale szybko go dogoniłam.

-Rosie cię obsłuży. Życzę miłej lektury.


***


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz