niedziela, 22 listopada 2020

Day 9

HARRY


Music on






Z tego co słyszałem impreza urodzinowa babci skończyła się około czwartej w nocy. Przynajmniej do tej godziny bawiło się starsze towarzsytwo. Ja i Leah postanowiliśmy się położyć nieco wcześniej, bo oboje jeszcze byliśmy zmęczeni podróżą z dnia poprzedniego. 

Nie mogłem uwierzyć, że dzisiaj wracalibyśmy już do domu. Albo przynajmniej Leah by wróciła. 

Uwielbiałem żyć w Oakland i uwielbiałem mieszkać sam, ale za każdym razem kiedy przyjeżdżałem do moich bliskich, czciłem ten moment, w którym znów mogłem poczuć to ciepło rodzinne i poczucie bezpieczeństwa.Cieszyłem się, że Leah mogła przez ten krótki czas poczuć to samo. 

Leah, która wczorajszego wieczoru wyglądała jak milion dolarów. 

Pod cienką warstwą kołdry poczułem podniecenie w kroczu. Było to zupełnie normalną okolicznością i możnaby rzec, codzienną rutyną moją jak i prawdopodobnie większości facetów na ziemii. Dodatkowo męska wyobraźnia potrafi zdziałać cuda, więc kiedy słyszałem bieżący strumień wody spod prysznica, nie byłem w stanie wyobrazić sobie nic, oprócz nagiej Leah tuż obok, w mojej łazience. Nie byłem ani pruderyjny, ani perwersyjny. Nie mogłem poradzić nic na to, że jestem tylko facetem.

Zanim się obejrzałem, banalny ruch prawą ręką lekko zacisnął się wokół mojego fiuta. W górę i w dół. Coraz szybciej.

Strumień wody ucichł, a adrenalina wskoczyła na wyższy level. Mogła wejść w dosłownie każdym momencie, i nie martwiłem się tym, że mnie zobaczy, a raczej tym, że każe mi zmieniać pościel. Wytrysk przyszedł szybko i bez większych fajerwerków. Cichy jęk rozbrzmiał w pomieszczeniu. Wyciągnąłem z szafki chusteczki Aloe Vera i starannie wytarłem pozostałości siebie. 

Po jakiś pięciu minutach od tej sytuacji wyszła Leah. Jej wyraz twarzy był zupełnie naturalny, poza tym, że miała nieco zaróżowiałe policzki. Wyglądała bardzo ładnie i dziewczęco. 

-Dzień dobry. - przywitała się serdecznie. Podeszła do swojej walizki, coś w niej pośpiesznie schowała, a następnie podeszła do łóżka i położyła swoją koszulę nocną pod poduszkę. Robiła tak za każdym razem. Zupełnie jakby jej piżama miała miejsce właśnie w tej części pościeli. 

Odchrząknęłam.

-Dzień dobry. Jak ci się spało?

-Doskonale. - uśmiechnęła się. -Mam ochotę na kawę. Na tarasie.

-Świetnie. Zaraz ci przyniosę. 

-Dziękuję. - znow się uśmiechnęła, po czym otworzyła balkon i usiadła na fotelowej huśtawce, jak to ja nazywam. 

To był naprawdę ładny widok.

Do pory obiadowej nie wyściubnęliśmy nosa z poza mojego pokoju. Większość i tak spała przynajmniej do dwunastej, wiec postanowiliśmy usiąść tylko we dwoje i porozmawiać o różnych rzeczach, o których nie było nam jeszcze dane. Widziałem na twarzy Leah relaks i uśmiech. Cieszyła się tymi okolicznościami i tym miejscem. Sama mi to powiedziała. Ja natomiast byłem sobie wdzięczny, że mogłem jej dać taką szansę. 

Cóż. W zasadzie ona mnie dała o wiele większą.

Na dole powitał nas zapach gotowanych warzych, pieczonych ziemniaków i duszonej baraniny. Większość siedziała już przy stole. Mama, babcia i Olivia były jak zwykle głównymi gospodyniami niedzielnego obiadu. Patrząc na babcię, byłem pod wrażeniem, że wciąż była tak bardzo obrotna, zważywszy, że była po dość ostrej imprezie. Zawsze podziwiałem w niej tą werwę, pracowitość i pogodę ducha.

-Dzień dobry. - przywitała się znów Leah. -Pachnie tu nieziemsko.

-Oh, dziękuję skarbie. - odpowiedziała mama. - To ulubiony obiad Harry’ego. Pomyślałam, że może również chciałabyś skosztować.

-Albo chcą, żebyś nauczyła się go robić, żeby nasz Harry nie głodował poza domem. - wtrącił się mój brat, chichocząc pod nosem.

-Nie bądź niemądry Noah! - mama zdzieliła go lekko szmatą po ramieniu. -Harry jest na tyle dorosły, że może sobie sam ugotować.

-Taa… - odpowiedziałem zażenowany, ponieważ nie. Gotowanie to ewidentnie nie moja działka.

-A ty Leah? Lubisz gotować? - zapytała babcia.

-Bardzo! Od małego uczyłam się tego od babci. Była świetną kucharką.

-Oh. - westchnęła MOJA babcia. -Czyż ta dziewczyna to nie ideał?

Spojrzałem na Leah będąc pod wrażeniem jej osoby. Ona zaśmiała się nieśmiało, słysząc ten drobny komplement, a ja jedyne na co miałem ochotę to pogłaskać jej ramię i wpatrywać się stale w ten uśmiech.

Niestety ta chwila została szybko zrujnowana.

-Witajcie piękni ludzi. - Colton pojawił się w kuchni, jak zwykle nazbyt wyluzowany. Tuż za nim dreptał ktoś jeszcze. Wszyscy spojrzeli na nich nieco zdezorientowali.

-Czy to… - zaczęła Charlotte - Wasza kuzynka Bree? We wczorajszej sukience? - szepnęła tak, aby nikt spoza stołu nie usłyszał tych słów. 

-Dobrze widzisz. - skomentowałem, nie będąc tym obrazkiem zanadto zdziwiony.

-Przecież jest adoptowana. - Colton usiadł na przeciwko mnie i Leah, rozkłądając się wylewnie na krześle. -To nie tak, że łączą nas więzi krwi.

-Wow. - wymsknęło się Leah, co uzmysłowiła sobie dopiero po chwili. Wydawała się być lekko zażenowana, a już na pewno mocno oniemiała.

-Jesteś chory, stary. - Kyle zaśmiał się ze swojego brata, choć nie wiem czy były ku temu powody. Ta dwójka różniła się od siebie dość mocno. Kyle był raczej stały w uczuciach, trzymał się z daleka od używek i był raczej odpowiedzialny, natomiast jego brat mam wrażenie, że wręcz przeciwnie.

-Cóż… Bree, oczywiście dobrze cię dzisiaj widzieć. - zaczęła mama, jak zwykle z sympatią.-Choć wydawało mi się, że wyjechałaś dzisiaj rano razem ze swoimi rodzicami. 

-Taki był plan, ale… - odezwała się blondynka, patrząc niepewnie na mojego kuzyna.

-Ale postanowiliśmy przedłużyć ten pobyt do wieczora. Smacznego!

-Kolejny piękny dzień w Greenville. - tata wszedł nagle do pomieszczenia, siadając jak zwykle na końcu stołu. -Jak się ma moja wspaniała rodzina? 

-Głodni. - odezwał się Alan, odrywając się na chwilę od jakiegoś naukowego czasopisma.

-Syneczku, nie jest ci za gorąco w tym golfie i swetrze? - zapytała babcia, dotykając ubrania Coltona.

-Właśnie. Nie miał cię kto ogrzać w nocy? - zapytałem dociekliwie. 

-Harry! - mama przewróciła oczami, dajac mi reprymendę. 

-Pewnie ubrał się od stóp do głów bo wie, że jakby babcia znowu zobaczyła jego tatuże, to by dostała ataku serca. - zażartował Noah, na co Colton zaczął się z nim żartobliwie przepychać i  czochrać go po głowie.

-Dobrze myślisz młody!

-Jak dzieci. - westchnęła Olivia, stawiając na stole półmisek z warzywami.

-Nie miał mnie kto ogrzać kuzynie, bo w porównaniu do ciebie nie bawię się w przytulanki tylko od razu przechodzę do rzeczy.

-Jezu! - mama znów skomentowała, ale chyba nikt nie zwracał na to większej uwagi.

-Leah pewnie jest tym już znudzona, co? - patrzył na szatynkę przez dłuższą chwilę. Widziałem, że była onieśmielona, więc postanowiłem odwrócić jego wzrok.

-Przestań zachowywać się jak dupek. 

-Jasne, jasne… - spojrzał w końcu na mnie, i choć uśmiech na jego twarzy mówił jedno, to wiem, że tak naprawdę była to jedynie maska. -Stary, przecież robię sobie jaja. Wyluzuj.

-Więc jakie plany na popołudnie? - tata zmienił temat.

-Nasza czwórka idzie nad jezioro. - odpowiedziała Olivia, wskazując na siebie, Oscara, Charlotte i Kyle’a. -Kto chce może do nas dołączyć.

-Ja chyba pojedżę dzisiaj quadem. - odezwał się tym razem znów Colton. - Leah, chcesz spróbować? - zwrócił się do szatynki.

-W zasadzie… - zaczęła, ale w porę jej przerwałem.

-Mamy inne plany. 

-Yhym… - pokiwała głową, bo nie miała pojęcia jakie to plany. W zasadzie ja również nie.

-Będziesz żałować. - zwrócił się znów do Leah, po czym jak gdyby nigdy nic wrócił do spożywania obiadu. Szkoda było mi w tej sytuacji Bree. Co prawda, jej reputacja miała sporo do życzenia i każdy stąd wie, że od zawsze lubiła seks, więc powinna się tego spodziewać, ale nie zmieniało to faktu, że Colton wciąż pozostawał fiutem.

Takim samym jak ja.


***


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz