LEAH
Tak naprawdę nie wiem co sobie myślałam, godząc się na wyjazd na drugi koniec kraju. Chyba chęć napisania własnego artykułu zawładnęła mną tak bardzo, że w tamtym momencie zgodziłabym się prawie na wszystko. Księgarnia babci zasługiwała na świetną recenzję i jeszcze lepszą reklamę. Nie mogłam więc przegapić takiej okazji. Poza tym to tylko jeden weekend. Cóż złego mogłoby się stać?
W pracy siedziałam do godziny szesnastej. Rosie nalegała, żebym zostawiła sprawy w jej rękach i przygotowała się na tę jak to powiedziała „niezapomnianą przygodę”. Nie wiem czy wyjazd do Karoliny Północnej do obcych ludzi miał okazać się do końca przygodą, a do tego niezapomnianą ale postanowiłam nie wyprowadzać jej z błędu. Zważywszy, że miała tu siedzieć przez cały weekend bez przerwy. Obiecałam sobie dać jej podwyżkę w tym miesiącu. Zdecydowanie na to zasługiwała.
Harry przyjechał po mnie o umówionej porze i pojechaliśmy wprost do jego apartamentu na Diamond District. Nazwa tej dzielnicy mówi tylko jedno. Mój przyszły udawany chłopak ma kasy jak lodu.
I nagle zaczęłam się zastanawiać czy to na pewno dobry pomysł odwiedzać jego rodzinę. Co jeśli są jakimiś nadętymi bogaczami, którzy używają trzech par sztućców do kolacji, kładą serwetkę na kolanach i popijają brandy w kryształowych kieliszkach?
-Czemu masz minę jakbyś trafiła do miasta zombie?
-Bo chyba trafiłam. - przełknęłam ślinę, oglądając zachwycający krajobraz za oknem. Każdy kolejny dom, który mijaliśmy był coraz ładniejszy i złapałam się na tym jak znienacka głęboko westchnęłam. Ukradkiem zobaczyłam tylko uśmiech na twarzy Harry’ego, któremu chyba bardzo podobał się mój zachwyt.
Dojechaliśmy pod ceglany budynek, a po wejściu do niego od razu co rzuciło mi się w oczy to pozłacane żyrandole i elegancka recepcja. Zmarszczyłam czoło, bo w mojej kamienicy nie działa nawet domofon, a winda zawodzi prawie za każdym razem gdy do niej wchodzę. Ale recepcja? Coś totalnie odjechanego.
Harry przywitał się ze szczupłą, czarnowłosą, bardzo piękną kobietą, która stała za ladą. Z jej uśmiechem z łatwością mogłaby reklamować naprawdę dobrą pastę do zębów. Jadąc ekskluzywną windą poczułam nagłe zwątpienie.
Co ja tu w ogóle robię?
-Witaj w moim mieszkaniu. - Harry otworzył drzwi magnetyczną kartą, zapraszając mnie do środka wnętrza, które zapierało dech w piersiach jeszcze bardziej niż recepcja. Było duże, przestronne, nowoczesne i w zasadzie nie brakowało mu absolutnie nic.
-Wow. - udało mi się wymsknąć. - To nie to czego się spodziewałam.
Zaśmiał się.
-A czego się spodziewałaś?
-Na pewno nie tak dużo bieli.
-Myślałaś, że skoro mam czarną duszę, moje mieszkanie też będzie czarne?
-Nie sądzę, że masz czarną duszę. - znów zmarszczyłam czoło. - Ale tak. Przyznaję, że inaczej sobie to wyobrażałam.
Kiedy tak spacerowałam po mieszkaniu niczym błędna owca, on skierował się do kuchni.
-Czego się napijesz? Mam pepsi, schłodzonego szampana, sok pomarańczowy…
-Wystarczy woda. - oznajmiłam, siadając przy kuchennej ladzie. Nalał wody do szklanego dzbanka, dorzucając do niej cytrynę i kilka plasterków ogórka.
Totalne szaleństwo.
-Chcę ci tylko powiedzieć, że naprawdę jestem ci wdzięczny, że się zgodziłaś i dziękuję za to.
-Cóż. A ja mam nadzieję, że dobrze zrobiłam zgadzając się.
-Zapewniam cię, że tak.
-Dobrze więc. - westchnęłam. - Opowiedz mi o twojej rodzinie.
-Moja mama Sophie i tata William są małżeństwem ponad trzydzieści lat i wciąż są znakomitą parą. Są bardzo ciepli i serdeczni. Nigdy nie pozwoliliby, żebyś czuła się zakłopotana albo wyobcowana. Zajmują się głównie gospodarstwem. Tata ma też swój sklep w centrum miasta.
Kiwnęłam głową z ulgą.
-Mam też dwóch młodszych braci i siostrę. Alan jest studentem medycyny na Stanfordzie. Niesamowicie inteligentny gość. Jest jeszcze Noah. Wyluzowany, specyficzne poczucie humoru. Uwielbiam go. No i Olivia. Moja starsza siostrzyczka. Jest kopią mojej mamy. Wyrozumiała, towarzyska, opiekuńcza… Jej narzeczony Oscar też jest bardzo w porządku facetem. Zapewne przyjedzie też mój kuzyn Kyle, również z narzeczoną. Świetna para. Są bardzo zabawni i można na nich polegać w każdej kwestii.
-W takim razie zapowiada się bajkowo. - skomentowałam, będąc nieco zdziwiona, że jego rodzina jest tak bardzo idealna. Zastanawiałam się tylko ile w tym faktycznie prawdy.
-No a babcia? - zapytałam, bo to w końcu jej urodziny odbędą się w ten weekend.
-Babcia Elizabeth. Niesamowita kobieta. - uśmiechnął się na jej wspomnienie. -Bardzo szczera i otwarta. Czasem ma niewyparzony język ale na pewno ją polubisz.
-Ile twoich dziewczyn zapoznałeś z rodziną?
Spojrzał na mnie bez słowa jakby przez chwilę stracił kontakt z rzeczywistością. Nie wiem czy to dlatego bo było ich tak dużo czy w ogóle.
-Tylko jedną. Rozstaliśmy się pięć lat temu kiedy postanowiłem się przeprowadzić do Oakland.
-To właśnie przez to się rozstaliście? Przez twoją przeprowadzkę?
-Ona miała… trochę inne oczekiwania co do wspólnej przyszłości. Ja chciałem się wyrwać z rodzinnego domu, a ona nie wyobrażała sobie mieszkać w jakimkolwiek innym miejscu na ziemi. - uśmiechnął się, jakby tak naprawdę ta historia była dla niego już dawno zapomniana i nieważna, ale jakiś wewnętrzny głos podpowiadał mi, że rzeczywistość była trochę inna.
-To ciekawe. - skomentowałam. -I nie żałujesz swojej decyzji?
-Gdybym żałował, wróciłbym do Greenville. Tymczasem z perspektywy czasu patrząc na to czego się dorobiłem i w jakim miejscu teraz jestem, sądzę, że była to doskonała decyzja.
Kiwnęłam głową. Mam wrażenie, że Harry, którego poznałam pierwszego dnia to zupełnie inny Harry, który rozmawia ze mną w swoim mieszkaniu właśnie w tym momencie. Z dnia na dzień stał się jakiś dojrzalszy i dyplomatyczny. Nie wiedziałam czy mam się cieszyć z tego powodu czy wręcz przeciwnie, bo tak naprawdę nie mam pewności czy nie pokaże mi w końcu jeszcze innego wcielenia, które niekoniecznie mi się spodoba.
Jak to powiedział kiedyś George Orwell „Człowiek jest nieskończenie podatny na formowanie”. Ale czy możliwe jest, żebyśmy oboje pod naporem biegu wydarzeń sformowali się tak bardzo, że pod koniec tej przygody nie poznamy się wcale?
***


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz